Neo/Retros „The Legend of Legends” • booklet, fot. Marek Podolczyński

Płyta z gatunku „psychedelic pop”. Neo Retros odpowiadają tu piosenkami na naprawdę ważne pytania. Drugi album jest odważniejszy od pierwszego wydawnictwa grupy . Ujmujące melodie zderzają się tu z surowymi gitarami  i kosmicznymi dźwiękami syntezatorów. Tworzą wielobarwny, pełen przestrzeni album, tętniący astronomiczną energią i wzmocniony pewnością.

Skyboy, wokalista i autor piosenek, opisuje płytę jako atak na celebrycką pap kulturę i wszechobecną, banalną pulpę muzyczną. Neo Retros odrzucają łatwe kompromisy i podążają własną drogą.  Nowy krążek ma być  wypowiedzeniem wojny totalnej korporacyjnemu dyktatowi  i zalgorytmizowanej mentalności. Neo Retros zapraszają do refleksji nad naszym przemijaniem i porządkiem świata, który po sobie zostawimy.  

 

 

 „Przeraża mnie zanik bezpośredniej komunikacji między ludźmi. Nowy wspaniały świat zaczyna wyglądać jak w wizjach Huxley’a, ludzie tracą zdolność mówienia.” – twierdzi Skyboy.

Photo by Marek Podolczyński

Szczere wyrazy uznania za świeżość i surową energię albumu należą się Stevenowi Fawkes –  legendarnemu aranżerowi smyczków z Arizony, który w trakcie nagrań stał się dla zespołu mentorem –  za jego nieortodoksyjne podejście i brak konformizmu, tak inne od konwencjonalnych metod produkcji współczesnej muzyki.

 

Photo by Marek Podolczyński

 

Neo Retros to anty-celebryci, wojownicy przeszłości. Tworzą psychedelic pop i walczą z zalewem pap kultury. Ich bronią są ważne słowa i przejmujące dźwięki. Kochają kontrast – nowego ze starym, cichego z głośnym, niepokojącego z kojącym.

Spis utworów:
1.            YOU CAN GO TO HELL

2.            THE ZETETIC ASTRONOMERS (FEAT. THE LONE GUNMAN)
3.            THE ON THE FENCE OFFENCE
4.            SUN SHINES ON
5.            THE SEARCH FOR SADNESS
6.            A LEGEND OF A LEGEND
7.            ALL THAT REMAINS
8.            WE’RE GLAD THAT YOU CAME
9.            BLACKGUARD SOUL
10.          A HOME FOR THE BRAVE
11.          VINCENT PRICE
12.          CALLING OUT FOR MORE
13.          THE UNICORN

 

Neo Retros – historia wpisów na blogu dokumentujące postępy nagrań
TRUDNEGO DRUGIEGO ALBUMU – CZĘŚĆ PIERWSZA
14.12.2011
Wczoraj w końcu rozpoczęliśmy na dobre pracę nad naszym „trudnym” drugim albumem, który powinien ukazać się w 2012 roku. Wielu muzyków słusznie twierdzi, że na przygotowanie pierwszego albumu masz całe życie, natomiast tworząc drugą płytę musisz wszystko zaczynać od początku. Jestem pewien, że w naszym przypadku, ta zasada zadziała na korzyść. Mimo, że debiutancki album zebrał mnóstwo bardzo pozytywnych opinii, chciałbym krytycznie dodać, że niektóre piosenki nie brzmią wystarczająco świeżo. Dlatego, że mieliśmy całe życie na przygotowanie pierwszego albumu, znalazły się na nim utwory, które powstały cztery lata temu (Cold November), obok innych napisanych i przećwiczonych tuż przed wejściem do studia (Battles and Wastelands, Loudness of Silence). Wygląda na to, że następny album, nad którym pracujemy obecnie w przyjemnej niczym cela,  sali prób – będzie bardziej dynamiczny jeśli chodzi o tempo, bardziej spójny stylistycznie niż pierwsza płyta, a tekstowo bardziej o naszych relacjach ze współczesnym światem. Ale najważniejsze dla nas wszystkich podczas prób powinno być nieprzejmowanie się tym, co grają inne zespoły. Od wczesnych lat zawsze byłem nieposłusznym gówniarzem, myślę, że w muzyce, jeśli chcesz znaleźć własne brzmienie, ta cecha jest zdecydowanie bardziej cnotą niż występkiem!

 
TRUDNEGO DRUGIEGO ALBUMU – CZĘŚĆ DRUGA
18.01.2012
W ciągu ostatnich kilku tygodni przeciętny wampir widział średnio więcej światła niż którykolwiek z muzyków Neo Retros. Mr S i Q spożywając dużą ilość napojów energetycznych, zwanych kwasikami, poszukiwali dodatkowego źródła skupienia i kreacji twórczej, zamknięci przez długie godziny w sali prób. Na szczęście „zwiększające wydajność płyny” okazały się całkiem skuteczne i jesteśmy już prawie gotowi do wejścia do studia i nagrania, jak sądzę, absolutnie niewiarygodnego albumu.

Pracując w sali prób aranżowaliśmy piosenki od zera, nagrywaliśmy je zwracając uwagę na najdrobniejsze detale, a następnie słuchaliśmy próbnych nagrań krytycznym uchem. To co powstało w sali prób jest muzycznym odpowiednikiem pisania szkicu eseju i daje nam pewność, że kiedy już wejdziemy do studia, żeby rozpocząć właściwe nagranie, będziemy dokładnie wiedzieli, co powinniśmy robić. Doświadczenie nauczyło nas, że nagrywanie może być straszliwym procesem chirurgicznym, podczas którego, jak twierdzą niektórzy producenci, to bębny należy rejestrować jako pierwsze, potem bas, potem gitarę, itd. Ten żmudny proces umożliwia producentom ustrukturyzowanie warstw piosenki i skorygowanie błędów muzyków w poszczególnych warstwach. Często w efekcie tych precyzyjnych zabiegów piosenki brzmią zbyt sterylnie, są pozbawione pierwiastka ludzkiego i „żywej” jakości. Podczas niektórych poprzednich nagrań byliśmy winni takiego rezultatu. Tym razem jednak, w wyniku naszej ciężkiej pracy, a także dzięki detergentom Mr S i Q, wejdziemy do studia pełni energii, pewni siebie i gotowi do zarejestrowania naszych instrumentów razem, w przekonaniu, że nagrywamy coś wyjątkowego.

 
TRUDNEGO DRUGIEGO ALBUMU – CZĘŚĆ TRZECIA
15.02.2012
Po dwóch miesiącach niepokoju, kryzysów egzystencjalnych i wątpliwości, czy piosenka powinna nazywać się „The Sun Shines On” czy po prostu „Sun Shines On”, wszelkie rozbieżności i dylematy zostały przezwyciężone i weszliśmy do studia.
Mimo naszych największych starań, żeby zaaranżować piosenki w sali prób, wymagają one jeszcze trochę dopracowania w studiu – perkusja może brzmieć momentami mniej energetycznie niż planowaliśmy, więc potrzebuje dodatkowego kopa, bas może dyszeć razem z bębnami tracąc melodyjność dźwięków, a gitara zachowywać się jakby grała jakiś inny kawałek! Muzyczny dysonans może stanowić najpiękniejszy detal piosenki, ale może też być toporny, bez sensu, wręcz amatorski i wymagający pilnej reperacji.
Najwspanialszą chwilą podczas nagrania jest moment, kiedy instrumenty, którym wcześniej brakowało wspólnej harmonii, nagle spotykają się i czujesz, że masz tę piosenkę. Czasami – jak w przypadku „Battles and Wastelands” z naszej pierwszej płyty – jesteś w prawdziwym potrzasku poszukując brakującego kawałka układanki, wszystko brzmi niby w porządku, jednak wciąż brakuje wyrafinowania, a potem słyszysz skrzypce w głowie, dogrywasz je i nagle dopełnia się cała piosenka.
Chociaż dopiero rozpoczęliśmy nagranie, utwory brzmią już dobrze, ale my nie chcemy po prostu dobrych piosenek, chcemy eksplodować z głośników. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ta płyta będzie dużo szybsza od pierwszej, dużo odważniej wyprodukowana i zmiksowana, zdecydowanie bardziej ambitna. W przyszłym tygodniu dołączy do nas prawdziwa legenda prosto z Arizony – muzyk, który pomoże nam zaaranżować smyczki do kilku piosenek, poza tym zaprosiliśmy anglojęzycznych wokalistów, którzy zaśpiewają dla nas chórki. Jeśli trudny drugi album nie okaże się w rezultacie większy, dumniejszy i po prostu lepszy od pierwszej płyty, wyjdę na idiotę, który obiecuje diamenty a przynosi śmiech!

 

TRUDNEGO DRUGIEGO ALBUMU CZĘŚĆ CZWARTA – JEST CORAZ ŁATWIEJ
19.02.2012
W zeszłym tygodniu sesja nagraniowa nie poszła tak gładko, jak przewidywałem. Atmosfera w studiu była napięta, momentami miałem nieprzepartą ochotę wezwać taksówkę, pojechać na lotnisko i spędzić resztę moich dni medytując w Tybecie. Najbardziej przeszkadzało mi, że część naszego zespołu pozostała uwięziona w „trybie demo” zamiast przejść na „tryb albumu”. Problem ujawnił się w sposobie grania – odnosiłem wrażenie, że co najmniej jeden z nas, zamiast tworzyć wyjątkowe brzmienia, próbując kreować arcydzieła muzyki, był usatysfakcjonowany odtwarzaniem nut w odpowiedniej kolejności i graniem dżingli bez zaangażowania w proces twórczy. Miałem też wrażenie, że robiliśmy wszystko w pośpiechu – nie wykorzystując naszego czasu w studiu na upewnienie się, że wszystko jest dokładnie tak, jak powinno być. Niemniej jednak, po wielu kąśliwych uwagach i kilku sprzeczkach, nagranie basu, perkusji i gitary rytmicznej w końcu udało się i brzmi naprawdę nieźle.

Chwila, w której  będziemy mogli zacząć poklepywać się po plecach, za powołanie do życia, wypielęgnowanie i doprowadzenie naszych dzieci do punktu, w którym zaprezentują się i zabrzmią zachwycająco, jeszcze nie nadeszła. Mimo to, jestem pewien, że do przyszłego tygodnia będziemy słuchać ich z dumą, radością i satysfakcją, uznając, że były warte wszystkich napięć podczas nagrania. Spodziewam się, że najważniejsze zmiany do aktualnych wersji niektórych piosenek wprowadzi legendarny Steven Fawkes. Sprowadzenie go do nas z Arizony niech będzie żywym dowodem na to, że ​​w muzyce, trzeba mierzyć absolutnie wysoko. Steven będzie odpowiedzialny za zaaranżowanie partii instrumentów smyczkowych. Jego niepowtarzalny styl do tej pory można było podziwiać między innymi w różnych kawałkach jednej z moich ulubionych grup – Eels. Kilka spośród naszych nowych spokojniejszych piosenek osiągnie porównywalną pełnię, której być może zabrakło w utworach z pierwszej płyty. Nie zamierzamy wejść za Stevenem do studia jak banda łowców autografów, za to jestem pewien, że sporo się od niego nauczymy.

 

TRUDNEGO DRUGIEGO ALBUMU – CZĘŚĆ PIĄTA
25.02.2012
Pewnego razu, dawno, dawno temu, zostałem postawiony w roli niejako kata. Urodziło się pięć kociątek, co postawiło ich właścicielkę w trudnej sytuacji – nie miała w domu wystarczająco miejsca, nie miała pieniędzy na utrzymanie ich wszystkich, a potencjalni nowi właściciele wcale nie ustawiali się po nie w kolejce. Trzeba było podjąć decyzję, które z kotków zostaną uśpione. Właścicielka wyjaśniła, że​​ bardziej humanitarne będzie położenie kresu ich życiu niemal natychmiast po urodzeniu, jednak sama nie była w stanie o tym zadecydować. Na mnie więc spadło dokonanie wyboru, które z kociątek będą żyć, a które zostaną odwiezione do weterynarza. 

W tym tygodniu, ja i Mr S znaleźliśmy się w podobnej sytuacji – nagraliśmy 14 piosenek i teraz musimy podjąć decyzję, które z nich powinny dostać jeszcze więcej miłości, opieki i uwagi, a które wylądują na razie w stercie szpargałów (ale tylko do momentu rozpoczęcia drugiej fazy nagrania). Ostatecznie cała rodzina składająca z 14-stu zdrowych, pełnych życia i energii piosenek powinna znaleźć się na naszej nowej płycie. Jednak w tej chwili jesteśmy zajęci przede wszystkim dopracowywaniem pierwszej fazy nagrania i przygotowywaniem propozycji singli, więc nie zaprzątamy sobie głowy pracą nad pozostałymi kawałkami w tym samym czasie. Ponieważ wydanie singli planujemy przed ukazaniem się płyty, jest to najbardziej efektywny sposób zaplanowania i wykorzystania czasu w studiu. Na szczęście, piosenkom, których nie wybraliśmy na potencjalne single, nie powiemy adieu!, na pewno nie potraktujemy ich śmiertelnym zastrzykiem, nasze dzieci oddamy tylko na dwa miesiące do mamki, a potem w maju, kiedy zajmiemy się ostatnimi poprawkami drugiego albumu, przyjmiemy je z powrotem w nasze ramiona.

www.NeoRetros.com

 

Booklet CD : The Legend of LegendsThe On The Fence OffenceBlackguard Soul • Photo by Marek Podolczyński

 

 

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

*

*

There was an error submitting your comment. Please try again.